Aktualności

Wspólny Mianownik: Bobola hartuje – z Elżbietą Polak rozmawia Elżbieta Sobolewska-Farbotko z Radia BOBOLA w Londynie

Św. Andrzej Bobola jakby sam sobie wybierał ludzi. Pociągnie ku sobie, narzuci się, objawi. A potem w trudnościach wykuwa. Poobija się człowiek, idąc w cieniu Boboli. Ale czy bez niego nie poobija się wcale? Elżbieta Polak, autorka książki „Cuda świętego Andrzeja Boboli. Świadectwa. Życie i modlitwy” nie od razu złapała bakcyla. Wcale jej nie fascynował, do czasu.

POSŁUCHAJ ROZMOWY (30 min.) :

– Przygoda zaczęła się od przyjaźni ze śp. Teresą Walewską-Przyjałkowską, założycielką i prezesem Stowarzyszenia Krzewienia Kultu św. Andrzeja Boboli w Warszawie. Dużo mi o nim opowiadała, ale słuchałam bardziej z grzeczności niż z zainteresowania. Kiedy zginęła w katastrofie smoleńskiej, zaczęła mi chodzić po głowie. W wydawnictwie WAM zaproponowano mi opracowanie kolejnego świętego, wcześniej byli św. Józef i św. Antoni, proponowano kolejnego, a ja pomyślałam od razu: nie. Muszę tego świętego czuć, mieć z nim jakiś kontakt i przyszło mi do głowy: przecież św. Andrzej Bobola to jezuita i jezuickie wydawnictwo. To musi być on! I kiedy zastanawialiśmy się, czy to ma sens, czy książka będzie miała czytelników, po Mszy Św. w kościele Matki Bożej Częstochowskiej wyszłam z głębokim przekonaniem, że to ma być św. Andzej Bobola i że mam się z tą pracą spieszyć – opowiada w rozmowie z Radiem BOBOLA. To był 2016 rok. Książka oczywiście się sprzedała. Konieczny był dodruk.

Miała duże dolegliwości związane z chodzeniem. Bóle w biodrze. Nikt nie potrafił jej pomóc. Wreszcie w ostatnim dniu pobytu w Narodowym Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie klęknęła przy jego sarkofagu.

– Ojcze Andrzeju – mówiła – widzisz w jakiej jestem sytuacji. To wszystko mnie przerasta. I zdrowie, i ta ogromna masa materiału, który o tobie zebrałam, a przecież nie jestem historykiem. Jeżeli chcesz, żebym się tym zajmowała, to daj mi człowieka, który pokaże mi kierunek leczenia. Jeszcze zanim opuściłam sanktuarium zadzwonił kolega. Opowiedziałam mu w jakiej jestem sytuacji, a on na to, że przecież jego syn jest rehabilitantem. I ten człowiek mi pomógł.